Wiadomości
Sprzęt
Porady Miasto
Prawo
Historia
Rozrywka
Książki
Turystyka
Reportaż
Jesteś tutaj > Strona główna > Wiadomości > Aktualności > Tak się składa, że Romet

Tak się składa, że Romet

Data: 2009-10-28
Źródło: gazeta.pl

Polskiemu pokoleniu 30+ młodość na dwóch kółkach kojarzyć się może z jedną marką - Romet. Czy na rynku znajdzie się miejsce na unowocześnione wersje PRL-owskich składaków? Według ekspertów z firmy konsultingowej Stratosfera Added Value nie ma właściwie żadnej wylansowanej polskiej marki rowerów, mimo że produkuje się ich u nas bardzo dużo. - Mamy markę Kross albo Romet-Arkus, ale trudno je nazwać modnymi brandami. A szkoda, bo przynamniej marka Romet ma duży, pochodzący z przeszłości potencjał emocjonalny. Popularność rowerów rośnie, zwłaszcza w miastach w grupie osób lepiej zarabiających. Ale niewykorzystaną niemal zupełnie rynkową niszą pozostaje segment składanych rowerów - uważa Krzysztof Najder, partner w Stratosferze. Główną przewagą nad rowerami z innych segmentów jest oczywiście to, że ze składakiem po złożeniu można łatwo podróżować np. autobusem. Łatwiej nim również jeździć po chodnikach, bo jest lżejszy i ma lepszy skręt. Bezpieczniej więc poruszać się nim pomiędzy ludźmi.

- Ze względu na potrzeby ludzi w miastach składaki stają się potrzebne, ale na rynku ich brak. Na Allegro ludzie gotowi są z sentymentu płacić za stare Romety kilkaset złotych. Daleko im do doskonałości, ale dzięki prostocie konstrukcji jeżdżą do dziś - mówi Jan Kisielewski, ekspert semiotyki w Stratosferze. Marcin Jakub Korzonek, redaktor naczelny portalu „Rowery od A do Z”, nie ukrywa sentymentu do oldschoolowych Rometów. - Należę do pokolenia, dla którego szczytem marzeń o jednośladzie był bydgoski rower Wigry, Wagant czy też Meteor. Aby kupić upragniony rower Mistral, matka musiała całą noc stać w kolejce w fabrycznym sklepie - wspomina.

Góral z marketu to obciach?

Obecnie obciachem stają się rowery z hipermarketów z krzykliwymi kolorami i napisami, amortyzacją z przodu i kiepską tylną przerzutką. Powstaje więc atrakcyjne pole dla marki Romet, jako tej związanej z wartościami, takimi jak bezpretensjonalność, prostota i antyszpan. Na rynku oprócz tzw. górali różnej jakości przeważają uniwersalne rowery trekkingowe, miejskie tzw. holendry i szosówki z wieloma biegami. - Dlatego dobrym marketingowym pomysłem byłoby stworzenie przez markę Romet mody na jeżdżenie bezpretensjonalnym składakiem - mówi Agnieszka Grynkiewicz, partner w Stratosferze. Ponadto, marka Romet była (i jest nadal w umysłach ludzi) związana ze składakami, więc zawładnięcie przez nią tą niszą byłoby naturalnym ruchem z łatwością akceptowanym przez konsumentów.

Oferta dobrych składaków jest na polskim rynku dość uboga. Coraz popularniejsze stają się modele zagraniczne, np. amerykańskie Dahony, które wyglądem trochę przypominają składane przez środek ramy dawne Romety. Mają one pięć lub siedem biegów, przerzutki w piaście i dobry serwis. Jednak kosztują aż 2-2,5 tys. zł. - To zbyt wysoka cena dla masowego, zwłaszcza młodego klienta - podkreśla Grynkiewicz.

By liczyć na dobry zbyt, cena składaka powinna wynosić od 600 do 900 zł. - Sprzedaż rowerów na dużą skalę za niewielką cenę może nie dać wielkich zysków, ale kreuje świadomość dobrej marki. Gdy się już stworzy uznany rowerowy brand, można pomyśleć o wyższych marżach - uważa Najder. - Składak powinien mieć małe, 14-calowe koła. Nie może odznaczać się przesadnym technicznym zadęciem. Ale powinien faktycznie dać się złożyć w kilkanaście sekund - zaznacza Grynkiewicz. Dobrym pomysłem byłby bagażnik z podpórką, dzięki któremu po złożeniu roweru można by go ustawić pionowo. - Taki nowy Romet absolutnie nie powinien być sprzętem z wydumanym, krzykliwym designem - dodaje Najder. Według niego rowerzyści jawnie demonstrują brak zainteresowania tak "wypasionymi" modelami. - Modne jest być na kontrze, liczy się antyszpan - mówi.

Czytaj dalej na stronach gazeta.pl
KOMENTARZE
Temat
Treść
Kod obrazkowy


Jeśli chcesz dodawać swoje komentarze i wpisy na forum pod jednym nickiem - zaloguj się
Brak komentarzy!