Wiadomości
Sprzęt
Porady Miasto
Prawo
Historia
Rozrywka
Książki
Turystyka
Reportaż
Jesteś tutaj > Strona główna > Wiadomości > Aktualności > Warszawska wojna samochodowo - rowerowa

Warszawska wojna samochodowo - rowerowa

Data: 2008-07-31
Źródło: gazeta.pl

Rowerzyści zrobią wszystko, żebyś wstrętny samochodziarzu, spalinowy wozityłku, miał wolniej od nich. Żebyś miał takie korki i tak uprzykrzone życie, aż w końcu stracisz cierpliwość i przesiądziesz się na to ich Genialne Panaceum Na Wszystkie Miejskie Bolączki, czyli rower. I wtedy ich "misja" się ziści"

I jeszcze sobie cygaro w dupę wsadź! - syczy uwięziony w korku kierowca, którego wyraźnie wkurza mój rower i słuchawki na uszach. Marta, która pedałuje obok, pokazuje mu wyprostowany środkowy palec. A potem sprzedaje mi swój manifest:

Jadę z nimi, bo mam dość drogowego chamstwa. Bo lubię pedałować po mieście. Bo ten jedyny raz mogę to robić na środku ulicy. Bo uwielbiam szum tysięcy kół. Bo to miasto należy też do mnie. Jadę, bo tak mi się podoba.

Nazwij to jak chcesz, może być nawet rowerowa anarchia.

Masa wyzwisk

To jest już wojna. Po jednej stronie są dziesiątki tysięcy kierowców, po drugiej - tysiące rowerzystów. W wojnie tej, przyznajmy, udział biorą jednostki najbardziej radykalne. Walczą o prawo do asfaltu.

Główna bitwa rozgrywa się w każdy ostatni piątek miesiąca, kiedy o godz. 18 spod kolumny Zygmunta (w czasie remontu Krakowskiego Przedmieścia spod pomnika Kopernika) na miasto wyrusza Masa Krytyczna. Jedzie w niej zwykle blisko dwa tysiące osób, rekord to 2,5 tys. Cel: promowanie roweru jako środka transportu, pokazanie, że ulica jest przestrzenią publiczną i każdy ma do niej prawo, walka o infrastrukturę rowerową. Setki cyklistów, rolkarzy oraz właścicieli innych pojazdów napędzanych siłą mięśni przejmują ulice. I tak zakorkowana Warszawa zmienia się tego dnia w piekło, bo to godzina popołudniowego szczytu. Peleton rozciąga się na kilometr albo i więcej. Z trąbieniem, jazgotem gwizdków, dzwonków i piszczałek porusza się z prędkością 10-15 km/godz. Na wszystkich ulicach krzyżujących się z trasą masy błyskawicznie tworzą się korki. Kierowcy nie szczędzą wyzwisk. - Wszystkiego najlepszego! - odwrzaskuje peleton. - Przesiądźcie się na rower, nie będziecie tacy smutni!

Potem rozgrzewają się fora internetowe: tam trwa wojna na słowa. Antymasa: "Osobiście parę jobów z samochodu wam posłałem i miałem ochotę zgarnąć na zderzak jednego czy drugiego rowerowego terrorystę". Gosc: "Większa hołota jest chyba tylko na anarchistycznych i komuszych pochodach". Syfanni: "Nienawidzę rowerzystów i gdybym mógł, rozjeżdżałbym ich jak karaluchy"

Masa nielegalu

Czwartek, kilkanaście dni przed Masą Krytyczną. W siedzibie Zielonego Mazowsza przy Nowogrodzkiej, które użycza miejsca jej organizatorom, trwa narada wojenna. Przy stole nakrytym poplamionym obrusem kilkanaście osób. Przed nimi ulotki z trasą masy i informacjami dla laików o ideologii imprezy (będą rozdawane przechodniom podczas przejazdu). Średnia wieku: dwadzieścia kilka lat. Zawyżają ją Bogdan i AdAstra13 - jedyni dwaj siwiejący roweroterroryści. Jak na zebranie wywrotowców jest dość sennie.

Marcin Myszkowski, główna twarz masy: - Jacy z nas roweroterroryści? Kiedyś usłyszałem, że nie wolno zamontować stojaków na rowery w metrze, bo można by w nich w nich umieścić ładunki wybuchowe. Może to o to chodzi?

Bogdan: - Ja jestem spokojny człowiek, który wszędzie jeździ rowerem. Tylko raz w tygodniu wsiadam do samochodu, żeby zabrać żonę na zakupy do marketu.

W ostatnie piątki miesiąca przejazdy rowerzystów są organizowane w ponad 200 miastach świata. W Warszawie pierwsza Masa Krytyczna odbyła się w 1998 r. Setka rowerzystów krążyła wokół ronda Dmowskiego z hasłem "Dość korków samochodowych, dziś jest korek rowerowy". Cztery lata później przeciwko rowerzystom stanął oddział policji uzbrojony w pałki i strzelby. - Usiłowałem minąć policjanta. Złapał mnie za rękę. Przeleciałem nad kierownicą, uderzyłem łbem w asfalt. Twarzą na maskę, kajdanki. Dostałem wniosek do sądu, zarzuty - art. 92. kw§2.: "Kto w celu uniknięcia kontroli nie stosuje się do sygnału osoby uprawnionej do kontroli ruchu drogowego nakazującego zatrzymanie pojazdu, podlega karze aresztu albo grzywny" - wspomina jeden z uczestników tamtej masy.

Podnosi się larum, że w Warszawie w spokoju demonstrują górnicy, hutnicy, rolnicy, kibice Legii rozbijają w drobny mak pół Starówki, a kiedy na ulicę wyjeżdżają młodzi nieagresywni ludzie, spotyka ich pokaz tępej siły. Masa rośnie. W następnym roku tysiącosobowy peleton wiezie petycję do ratusza, by na system ruchu rowerowego przeznaczać 1 proc. pieniędzy wydawanych na transport miejski. Policja odcina im drogę.

To był koniec nielegalu. Od tej pory trasy comiesięcznych przejazdów są uzgadniane z miastem.

Czytaj dalej na stronach gazeta.pl
KOMENTARZE
Temat
Treść
Kod obrazkowy


Jeśli chcesz dodawać swoje komentarze i wpisy na forum pod jednym nickiem - zaloguj się
Brak komentarzy!