Wiadomości
Sprzęt
Porady Miasto
Prawo
Historia
Rozrywka
Książki
Turystyka
Reportaż
Jesteś tutaj > Strona główna > Wiadomości > Różne > O życiu na dwóch kółkach

O życiu na dwóch kółkach

Data: 2007-09-17
Źródło: dlastudenta.pl

Małgorzata Majcher: Kolarstwo trenuje Pan od wielu lat. Kiedy właściwie zrodziła się ta pasja?

Roman Szczepański: To był rok 1970, chodziłem do szkoły górniczej i na praktyce spotkałem kolegę z innej szkoły. Po pewnym czasie zaczęliśmy rozmawiać o swoich pasjach. Ja byłem strzelcem - uprawiałem strzelectwo, ale w związku z tym, że trener wyjechał klub się rozwiązał i przestaliśmy trenować. On mówił, że trenuje kolarstwo, że ściga się z Szurkowskim, a Szurkowski był wtedy super kolarzem - wygrał Wyścig Pokoju. Kolega opowiadał, że startował w jakimś wyścigu, Szurkowski wygrał, on był dziesiąty. Ja pomyślałem sobie: "ty byłeś dziesiąty, to ja będę chyba lepszy od ciebie" i kupiłem sobie rower za własne pieniądze. Zapisałem się do klubu, to był rok '72. W '73 zacząłem już jeździć z nimi na treningi, a od roku '74 startować w wyścigach, jeździć na zawody. Sukcesy odnosiłem od samego początku. Po roku czasu ścigania dostałem się do kadry młodzieżowej, później poszedłem do wojska - Legii Warszawa w '76 roku i tam dostałem się do kadry narodowej. Kariera rozwijała się błyskawicznie, ale też ekspresowo skończyła się. Miałem wypadek w '78 roku, 2 operacje i w wieku 22 lat wypadłem z kadry. Po pobytach w szpitalu przestałem mieć jakieś większe motywacje do tego, żeby się ścigać. Jestem z usposobienia sangwinikiem, ni to choleryk, ni to flegmatyk. Lubiłem o wielu sprawach decydować i tu nagle stałem się bezsilny. Trenerzy też za mną nie przepadali, bo gdy bolało, to o tym mówiłem, więc stwierdzili, że jestem za stary, by powrócić do kadry. Potem wyjechałem na jeden sezon do Niemiec i po powrocie, to był rok '83, przystąpiłem do spółki na ul. Pomorskiej - z kolegą prowadziliśmy zakład naprawy rowerów. Trwało to 2 lata. W międzyczasie zacząłem z powrotem bawić się w kolarstwo. Startowałem w jeździe na czas, wygrałem przełajowe Mistrzostwa Polski, zdobywałem medale na górskich MP, brałem udział w wyścigu szosowym ze startu wspólnego, startowałem w Pucharze Świata. Plasowałem się w ścisłej czołówce. Najwyższe podium, to drugie miejsce. To mnie pasjonuje, zwiedzam świat. Lubię to.

MM: Jak wspomina Pan wyprawę Wrocław - Rzym?

RSZ: To była wyprawa, która miała upamiętnić rocznicę pontyfikatu Jana Pawła II. Rowery składam sam i na razie nie miałem żadnego defektu, nawet gumy nie złapałem jadąc przez całą Europę. Rower, który wart jest kilkaset złotych bez problemu przejedzie 300 km na dobę. Jest to rower górski, nie szosowy. Zaplanowaliśmy przejechać dystans 1600 km w 54 godziny. Jechało nas dwóch i każdy miał przejechać 27 godzin. Jedna godzina naszej jazdy miała być przeliczona na jeden rok pontyfikatu. Udało się nam zrealizować cel. Moja średnia wyszła 28 godzin, a kolegi, który jechał na rowerze wyścigowym - 28,2 godziny. Dystans mieliśmy identyczny. Nie rywalizowaliśmy ze sobą, ponieważ mieliśmy inne rowery. Do Brukseli chcemy jechać na jednakowych i tam okaże się, który z nas jest wytrzymalszy. Wyprawa do Watykanu udała się. Wzięliśmy płytę z podziękowaniami i prośbami dla Jana Pawła II i złożyliśmy ją na grobie. Następnego dnia zwiedzaliśmy Rzym, Watykan. Byliśmy na mszy na placu św. Piotra.

Czytaj dalej na stronach dlastudenta.pl
KOMENTARZE
Temat
Treść
Kod obrazkowy


Jeśli chcesz dodawać swoje komentarze i wpisy na forum pod jednym nickiem - zaloguj się
Brak komentarzy!